Cykl „Kobiety Chełma” – Agnieszka i sport ekstremalny – morsowanie

DSC_0013
Agnieszka – wieloletnia nauczycielka języka angielskiego, tłumaczka oraz egzaminatorka egzaminów państwowych i  międzynarodowych Cambridge English Assessment. Złapałam ją w momencie jej życia, gdy po pokonaniu wielu przeszkód, realizuje się w całkiem nowym projekcie zawodowym. Jak sama mówi dostarcza jej on mnóstwa nowych przeżyć i doświadczeń, jest wspaniałym wyzwaniem i szansą dalszego rozwoju, jednak praca pedagogiczna na zawsze pozostanie najbliższa jej sercu. Dzisiaj, w pierwszy dzień wiosny, dopasowując się do przekornej aury, wspominając dzień wagarowicza (taki ukłon do byłej sorki!;)), chciałabym opowiedzieć o nowo odkrytej, dość ekstremalnej pasji Agnieszki, która wie wszystko o morsowaniu!
DSC_0024
Jak przygotować się do morsowania?
„Przygotowanie do morsowania to podstawa. Bez solidnej rozgrzewki można zapomnieć o wejściu do lodowatej wody.”
DSC_0060
Ogromnie bałam się pierwszego wejścia do wody. Jednak nie taki mors straszny jak go rysują ;). Sama również przyznaję, patrząc na żywo na inne foczki i morsy, że to, co robią rzeczywiście wygląda koszmarnie, gdy się ich obserwuje szczególnie w przeręblu, gdy termometr wskazuje grubo poniżej zera. Jednak jest to jedna z tych czynności, które przeczą logice i wszelkiemu pojmowaniu zimna. Muszę nadmienić, że nie znoszę zimy i uwielbiam ciepło. Jednak pewnego lipcowego upalnego dnia przyszedł mi do głowy pomysł z morsowaniem. Bardzo mnie to zaskoczyło i od razu pomyślałam, że w taką pogodę każdy ma ochotę na ochłodę. Gdy przyjdzie zima, nie będę już taka odważna. Lecz nadszedł listopad i myśl powróciła z natężeniem. Zaczęłam szukać morsów przez znajomych znajomych, ponieważ sama nie znałam żadnego osobiście. W końcu udało się! Odwiedziłam panią Basię, która wytłumaczyła mi co i jak w taki sposób, że już przebierałam nogami, by samej spróbować.
DSC_0067
„Na cotygodniowe spotkanie morsów nad zalewem udałam się z koleżanką, by uwieczniła moje „chrzciny”. Poziom adrenaliny w mojej krwi był bardzo wysoki i nie ukrywam, że bardzo się bałam. Moje serce szalało, a ręce się trzęsły, ale chęć przeżycia ekstremalnej przygody była o wiele silniejsza i chciałam spróbować. Choć raz. Jeśli nie spodoba mi się, nigdy tu nie wrócę – postanowiłam. W grupie nie znałam nikogo. Jednak gdy przyszłam, Morsy i Foczki – w przeciwieństwie do wody, w którą miałam wejść (wtedy 0,5°C) – przyjęli mnie bardzo ciepło. Od razu zapoznali się ze mną, wytłumaczyli co mogę odczuwać, jak się zachowywać, no i oczywiście zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie J . Wszyscy uśmiechnięci i naładowani pozytywną energią. Nie wiedziałam czy lepiej wchodzić z plaży czy z drabinki. Wybrałam drabinkę – im szybsze zanurzenie, tym mniejszy stres, pomyślałam. Krótka rozgrzewka i w końcu nadeszła ta chwila! Schodząc do wody miałam asystę morsa na pomoście i dwie osoby w wodzie już wyciągały do mnie ręce, by asekurować mnie w pierwszych sekundach zanurzenia. Co mogę powiedzieć o odczuciach? Woda jest lodowata, nie ukrywajmy 😉 Gdy zanurzasz się od pasa w górę zaczyna cię zatykać. Wtedy należy wziąć kilka głębszych oddechów i wszystko wraca do normy. Chłód wody wnika w ciało jak tysiące szpilek. Za pierwszym razem czułam to nie tylko na skórze, ale też aż w kościach. Po ok. 30 sek. wszystkie mniej przyjemne odczucia odeszły. Podczas tych krótkich chwil cały czas skupiałam się na tym, co odczuwam. Morsy  i foczki wokół wspierali mnie odpowiadając na moje pytania i uspokajając, że wszystko jest w porządku. Przybijali piątki i dopingowali. Można pomyśleć, że stojąc w lodowatej wodzie czas będzie się dłużył. Nic bardziej mylnego. Gdy wszyscy znaleźli się już w wodzie uformowaliśmy koło i zaczęliśmy śpiewać „Przeżyj to sam…”. I dokładnie to mogę powiedzieć wszystkim – Przeżyj to sam!, a będziesz wiedział jakich niesamowitych przeżyć dostarcza zimna kąpiel, ile endorfin się wytwarza i skąd te uśmiechnięte buzie i pozytywne wibracje po wyjściu z wody. Czas tak szybko leciał, że za pierwszym razem spędziłam w wodzie 3 min. Nawet nie zorientowałam się, kiedy ten czas minął. Po wyjściu z wody ciało jest jak znieczulone przez następne kilkanaście minut, dlatego można się tarzać w śniegu i nie odczuwać zimna. Jednak przesadzić nie można i należy dość szybko się ubrać, by się nie wyziębić. Od tamtej pory morsowanie stało się czynnością, na którą czekam z niecierpliwością. To jak pozytywnie czuję się po wyjściu z wody jest uzależniające. A dodatkowe względy zdrowotne sprawiają, że po każdym razie nie mogę się już doczekać następnego. W tym roku zima jest pierwszą od wielu lat, na której koniec nie czekam z wytęsknieniem.”
DSC_0072
Kąpiele w lodowatej wodzie to ogromna dawka endorfin!
DSC_0078
Morsowanie to sposób na szczęście i zapomnienie o problemach.

DSC_0114

DSC_0121
A tak wyglądało to z mojej perspektywy: Sobota popołudnie. Temperatura na zewnątrz -12. Temperatura wody nie wiem, ale wygląda groźnie. Aga przygotowuje się do morsowania. Robimy krótką rozgrzewkę. Znaczy, ja próbuję dotrzymać jej kroku. Ona jest spokojna i opanowana, ja czuję się, jakbym zdobywała biegun polarny. Marzną mi ręce i cieknie z nosa, którego nie mam czym wytrzeć, bo zamiast chusteczek noszę w plecaku przekąski dla psa… Aga schodzi do wody, ja oceniam sytuację i wybieram kadry. Mamy mało czasu, jakieś 8 minut. Mam na aparacie założony krótki obiektyw, muszę dobrze manewrować i kontrolować sytuację za plecami, by przypadkiem nie przewrócić się na nierównym lodzie. Aby uzyskać odpowiedni kąt fotografowania tarzam się po śniegu. Czuję jak sztywnieją mi spodnie od mrozu, który powoli zaczyna kąsać moją skórę. Podczas gdy ja walczę z uczuciem nieprzyjemnego chłodu, ona pluska się radośnie w lodowatej wodzie. Ja wyglądam jak zmarznięta oliwka, ona jak milion dolarów. Morsowanie – niezwykły sposób na zachowanie zdrowego ciała i ducha. Choć ekstremalny, coraz bardziej popularny sport… Nie dziwię się. Podziwiam z całego serca! Ania Wójtowicz-Wnuk

DSC_0127

DSC_0131
„Ten buziak na ostatnim zdjęciu jest dla Was, moje kochane Chełmskie Morsy i Foczki. Serdecznie dziękuję Wam za wspaniałe przyjęcie do stada, opiekę jak u mamy przy pierwszym morsowaniu i szalone towarzystwo przy kolejnych :* ” Agnieszka
DSC_0136
Krótki trening po morsowaniu jest tak samo ważny, jak ten przed wejściem do lodowatej wody.

Wpis na blogu powstał w ramach projektu „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie: http://5oclock.org.pl/. 

Autor

Anna Wójtowicz-Wnuk

Pasjonatka fotografii, tłumaczka przysięgła, założycielka autorskiej szkoły języka angielskiego Five o'clock w Chełmie.

13 myśli na temat “Cykl „Kobiety Chełma” – Agnieszka i sport ekstremalny – morsowanie”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s