Cykl „Kobiety Chełma” – WERSJA ROBOCZA

12

3
Ostatnie przygotowania i idziemy!

4567891011121314

15
Błękit perforowany.
16
Krótka lekcja historii sztuki.

 

Cykl „Kobiety Chełma” – Roztańczona dusza

Justyna 0
Tuż przed ponownym otwarciem klubów fitnessu, przedstawiam kolejną bohaterkę swojego projektu „Kobiety Chełma”. Tym razem przed obiektywem dosłownie zatańczyła pełna energii i charyzmy Justyna. Muszę przyznać, że fotografowanie instruktorki zumby było dla wyzwaniem, ponieważ na dzień dobry zakomunikowała mi, że wolałaby nie pozować a tańczyć… Lubię nowe doświadczenia fotograficzne, ale wiedząc, że Justyna ma już swoją ulubioną sportową fotografkę, a ja to raczej portrety i sielskie plenery nie czułam się do końca pewnie… Justyna jednak szybko oczarowała mnie swoim tańcem i sprawiła, iż kompletnie zapomniałam, że jeszcze przed chwilą miałam jakieś obawy… To była prawdziwa uczta dla zmysłów! Zobaczcie sami. Zapraszam serdecznie – Anna Wójtowicz-Wnuk
JUSTYNA 1
Nazywam się Justyna Gardzińska. Opowiem o swojej pasji, o tańcu, który zmienił wiele w moim życiu i sprawił, że codziennie umiem znaleźć powód do uśmiechu.
            Sport towarzyszył mi od zawsze, rodzice od pierwszych chwil zabierali mnie na mecze piłkarskie, na podwórku i w szkole grałam we wszystkie możliwe sporty drużynowe. Biegi, skoki, stadiony, boiska i przełaje zawsze czułam się tam dobrze a ruch, adrenalina, rywalizacja to było coś wprost dla mnie. A taniec… On był gdzieś obok, we własnym pokoju, bez pokazywania światu – połączenie sportu ze sztuką, wtedy nie sądziłam, że tak się to potoczy.
JUSTYNA 3
Czy to co się wydarzyło było przypadkiem? Nie do końca, może to taki uśmiech losu a może po prostu dojrzałam do tego żeby odkryć, że taniec jest właśnie dla mnie. Studiując weterynarię potrzebowałam odskoczni, miejsca gdzie mogę się zmęczyć fizycznie, zrelaksować, odpocząć od nauki. Sam w-f to było dla mnie za mało, zaczęłam szukać, postanowiłam pójść na wszystkie możliwe zajęcia w grafiku klubu fitness. Żeby sprawdzić, żeby wiedzieć… Tak trafiłam na swoją pierwszą zumbę i od razu się zakochałam. Wtedy jeszcze nikt za bardzo nie wiedział co to jest i na czym będą polegać zajęcia. Uderzyło mnie to, że każdy z ćwiczących ubrany był kolorowo, było głośnie, radośnie a od instruktora biła niesamowita energia. To nie był trening, to jak impreza – która skończyła się zdecydowanie za szybko. Mówiąc całkiem szczerze to za wiele nie tańczyłam 🙂 raczej biegałam od lewej do prawej próbując cokolwiek powtórzyć. Po swoich drugich zajęciach odważyłam się zapytać w szatni:
Przepraszam, ale możecie mi powiedzieć kiedy wy macie próby do tej zumby? Bo ja to nie ogarniam waszych choreografii.
Dziewczyny się roześmiały:
Prób nie ma, przychodź, sama zobaczysz co się będzie działo.
I tak się stało, najpierw były 2-3 godziny tygodniowo, potem warsztaty taneczne, masterclassy zumbowe, maratony fitness, zaczęłam ćwiczyć po kilkanaście godzin tygodniowo. Potem przyszła pora na wakacyjne obozy i całkowicie wsiąkłam w ten latynoski świat. Pojawiły się pierwsze sugestie, kilka osób zauważyło moją charyzmę i radość, umiejętności. Zaczęłam myśleć nad zrobieniem kursu na instruktora Zumba Fitness.
JUSTYNA 7
Do Chełma wróciłam już jako instruktor, postanowiłam podzielić się tym co mi przyniosło w życiu taką radość i spróbować zarazić tą pasją innych. Bo właściwie za co uwielbiam zumbę, dlaczego tańczę? Powodów jest kilka, przychodząc do klubu fitness oczekujemy utraty masy ciała, poprawy wydolności. Zumba Fitness wszystko to daje, co więcej pozwala zwiększyć naszą gibkość, wzrasta świadomość i kontrola nad własnym ciałem. Nie uczymy się tańca w klasycznym rozumieniu poznawania go krok po kroku, ale mimo woli po kilku miesiącach odkrywamy, że nasze umiejętności rosną a muzykę zaczynamy słyszeć i interpretować wszędzie – w samochodzie, w kolejce w sklepie, słuchając radia do śniadania. Ale nie to jest dla mnie najważniejsze i nie za to uwielbiam swoją pracę. Taniec stał się dla mnie nieodzowną częścią życia, elementem bez którego nie ma tej Justyny, którą jestem dzisiaj.
JUSTYNA 9
Taniec daje mi całkowitą wolność, pozwala poczuć każdą emocję, wcielać się w role. W ciągu jednych zajęć mogę być smutna, zakochana, romantyczna, zrozpaczona, by za moment wrócić z ogromną siła i charyzmą, być niepoprawnie szczęśliwa. To jest godzina tylko dla mnie i nic się podczas niej nie liczy – ani problemy w pracy, ani sterta prasowania czekająca w sypialni, jestem ja, muzyka i ludzie wokół.

JUSTYNA 10

JUSTYNA 11
To taki system naczyń połączonych to co dajesz do ciebie wraca i to zwielokrotnione. Staram się być coraz lepsza, nieustannie się szkolę, robię kolejne kursy, chcę by mój rozwój był dla nich motywacją. I to działa, ten latynoski świat wciąga młodszych i starszych. Uczestnicy moi zajęć jeżdżą ze mną na maratony, warsztaty, koncerty gwiazd latino. Oni chyba też już nie umieją bez tego żyć 😉 Moje chełmskie J Lo, Shakiry i Becky G uwielbiam Was.
JUSTYNA 20
Obecna sytuacja dla całej branży fitness jest bardzo trudna, wszystkie kluby zamknięte, siłownie świecą pustkami. Działamy on-line, staramy się utrzymać grupy, być w kontakcie, trenować razem. Sama miałam wątpliwości czy prowadzić zajęcia w takiej formie, dzisiaj wiem, że uczestnicy tego potrzebowali – tej namiastki normalności, tej godziny radości. Tylko tej energii i siły grupy brak więc z utęsknieniem czekam kiedy znów spotkamy się razem na sali.
JUSTYNA 22
Nie wiem czy zainspirowała Ciebie moja historia, nie mam pojęcia czy kiedykolwiek zatańczysz czy poćwiczysz. Ale wiem jedno, możliwe jest wszystko, jeśli o to walczysz i chcesz spełniać marzenia. Szukaj swojej pasji, pozwól sobie na błędy, znajdź to coś co jest tylko twoje i sprawi, że będziesz czuć się szczęśliwy/-a.
            To co, zatańczymy?

justyna 23JUSTYNA 25JUSTYNA 27JUSTYNA 30

JUSTYNA 31
Wpis na blogu powstał w ramach projektu fotograficznego „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie.

Cykl „Kobiety Chełma” – Girl from the hood

1
Nie bez kozery w Święto Kobiet prezentuję Wam w dwojakim tego słowa znaczeniu niezwykłą, oryginalną „Kobietę Chełma”. Jej głębokie teksty, przypominające twórczość Hłaski, to uczta dla blogomaniaków. Jej zainteresowania i działalność godna podziwu. Gość szczególny w Five o’clock – fotografia po godzinach – Katarzyna Stolarczuk, CEO Edusports Polska, Fundacja Jest Otwarte.

Przedstawić się, w zgodzie ze sobą i etykietą udostępnionej przestrzeni – to sztuka! Zdradzę Wam – Ania chciała mięsa. Ania chciała takiego tekstu, które zwykle piszę w podróży albo między drugą, a trzecią w nocy. Sprawozdaję czasem czytelnikom moje wycieczki do wnętrza, moje odkrycia spraw fundamentalnych. Moje, moje i moje – niktórzy nazwą to próżnością, przytomniejsi – introwersją. Mam takie hobby – ustawianie parametrów wewnętrznych, konserwacja i przegląd ruchomości między kręgami moralnymi, umieszczania wyobrażenia o sobie w rzeczywistości zastanej.

 

Urodziłam się w Chełmie jako dziecko rocznika przejścia. O czym myśleli ludzie w 1990? Kiedy miałam osiem dni wybrano Wałęsę. Urodziłam się w czasie przemian, może to – bardziej niż ułożenie planet wobec siebie – dało wyraz wszystkiemu, co robię teraz?

2
Jestem dzieckiem gier na betonie, kół dyskusyjnych na ławkach pod blokiem, kształtowania zwinności na dwóch poziomach trzepaka, wiedzy o świecie ugruntowanej w opoce pożydowskich chełmskich kamienic. Sesja zdjęciowa to mały tribute dla mojego pochodzenia. Myślę, że bloki, kamienice, kurz i klimat miejski – nie znudzą mnie nigdy. Będą we mnie zawsze. I zawsze będą dobrym punktem odniesienia do odpowiedzi na pytanie:
Co z tym zrobiłaś? Gdzie teraz jesteś?
3
Bez wątpienia – na całe nasze życie ma wpływ to, co działo się kiedy byliśmy dziećmi. Jeśli zapytać – czym się zajmuję – odpowiedź będzie nietypowa: odpowiadam na te reperkusje. Naturalną konsekwencją tysięcy godzin spędzonych z piłką przy nodze jest moja praca w sporcie i kulturze fizycznej. Od pięciu lat prowadzę zajęcia ruchowe, od dwóch – pod własną banderą. Jeśli czytelnik postara się sobie wyobrazić boisko z betonu, z bramkami wymalowanymi na ścianach budynków ADM-u, z wszystkimi atrakcjami, które serwowała codzienności społeczność klasy robotniczej – będzie miał obraz. Na doświadczenie tego świata mam kolejną odpowiedź: pracę w organizacjach pozarządowych, pedagogikę społeczną, w końcu – udział w kiełkującej nam pięknie fundacji Jest Otwarte.

4

5
Chciałabym żeby każdy dzieciak, który tego potrzebuje – miał gdzie przyjść.
Żeby każdy, kto jest ofiarą przemocy – miał się do kogo zwrócić.
I żeby każdy, bez względu na ustawienia systemowe w zakresie sprawności, przynależności, orientacji, pochodzenia – czuł się w towarzystwie moim i mojego zespołu dobrze.
I, co może najważniejsze, żeby każdy miał szansę na samodzielne, dobre życie.

Dlaczego robię to w Chełmie? Bo w Chełmie, jak i wszędzie indziej – trzeba to robić. Na pewno ważne dla mnie jest działanie w społeczności, z której pochodzę.

 

6

7
Jestem uparta, to na pewno. W odpowiedzi na każde: nie możesz jako dziecko miałam: no to patrz! Jak rapował Emil Blef: ja nie robię jak wszyscy, na imię nie mam każdy. Najdotkliwiej swoje granice i możliwości testuję sama – ścigam się z samą sobą i sprawdzam gdzie może dojść girl from the hood.
8
Cień nudy budzi we mnie dyskomfort, już na poziomie podświadomości. Byłam dzieckiem nadpobudliwym. W ogóle jestem wiecznie nad – nadwrażliwa, nadreaktywna, nazbyt zaangażowana, poza ogólnie przyjętą normą. W ciągu ostatnich ośmiu lat mieszkałam w ośmiu miastach. I tak – teraz mieszkam w Chełmie. I Lublinie. Jednocześnie. Wstaw podpis
9
To jest, muszę przyznać, dosyć męczące – tak o sobie memłać. O tym, kim jestem świadczy to, jakie moja praca daje owoce. I ludzie, którzy podjęli szaloną decyzję bycia moimi bliskimi.
10
Napiszę (ups, spoiler!) kiedyś coś dalece bardziej ciekawego – nie o sobie, a o nich. – Kaśka Stolarczuk

Wpis na blogu powstał w ramach projektu fotograficznego „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie.

Cykl „Kobiety Chełma” – Kobieta „rakieta”!

DSC_0010
Rok 2020 zapowiada prawdziwe „Bomby” w moim projekcie „Kobiety Chełma”. Na pierwszy ogień, tuż przed niedzielną akcją „WOŚP” poszła Anka Wyczyńska – moja Kobieta „Rakieta”. Mam nadzieję, że i Wam udzielą się pozytywne emocje – Anna Wójtowicz-Wnuk

DSC_0014

DSC_0018_spox
Kobieta „rakieta”! Z wyglądu raczej niepozorna: drobna i czasem wydaje się nawet nieśmiała. Ale nie należy się tym sugerować: jak trzeba to potrafi na demonstracjach i głośno krzyczeć i jeszcze więcej działać. To prawdziwa petarda pozytywnej energii! Skąd ją czerpie? Z tego, co robi. Marsze, demonstracje, dobroczynne zbiórki w mieście – właśnie tam zawsze można spotkać Ankę „w akcji”.
DSC_0024
Zakręcona i skręcona – trudno jej usiedzieć w miejscu – podczas zdjęć nawet obiektyw czasem za nią nie nadąża. Anka jest jak sprężyna – nakręca innych do działania, ale sama też maksymalnie się spręża kiedy trzeba zrobić coś ważnego. Można powiedzieć, że już „zawodowo” organizuje w tym mieście różne akcje: zbiórki na rzecz potrzebujących (ubogich, chorych dzieciaków, ale też zwierzaków w potrzebie), wydarzenia charytatywne, ale jak trzeba to i protestacyjne. Działa na rzecz, tego, co dyktuje jej serducho. Na pytanie skąd w niej taka chęć działania na rzecz innych odpowiada szybko, krótko i z szerokim uśmiechem – Po prostu mam w sobie gen pomagania!
DSC_0026
Zawsze działa dla innych, a nie dla poklasku. Jednak to, co robi zostało też dostrzeżone i docenione – w 2017 przyznano jej tytuł chełmskiego „Społecznika Roku”.  Od tego czasu wcale nie osiadła na laurach i z takim samym zapałem angażuje się w kolejne inicjatywy. W ostatnim roku nie mogło jej zabraknąć i na Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, podczas którego sadziła drzewka w parku oraz zachęcała ludzi do dbania o naszą planetę i na Dniu Zwierzaka, na który upiekła pyszne ciasta na rzecz podopiecznych chełmskiego schroniska. Jeszcze przed świętami wywołała uśmiech na twarzach wielu małych pacjentów z Oddziału Hematologii, Onkologii i Transplantologii Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie dostarczając im mikołajkowe prezenty zebrane w organizowanej przez nią zbiórce. A już kilka dni później marzła demonstrując pod sądem rejonowym w Chełmie.
 Pomagam, bo tak mi podpowiada serce, ale kiedy trzeba to walczę – też z całego serca – śmieje się.
DSC_0031_NA GLOWNE
Od lat okres największej aktywności i sprężenia zaczyna się dla niej podczas przygotowań do finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Anka w chełmskim sztabie działa już od kilku lat. – Co roku możliwość działania przy WOŚP to jest dla mnie po prostu prawdziwe święto. Ten czas, ta energia, poczucie wspólnego działania – to daje mi powera na cały rok – opowiada podekscytowana – Naprawdę trudno to wszystko opisać. W tym po prostu trzeba wziąć udział! – zachęca.
DSC_0036-22
Chociaż przy organizacji WOŚP pomaga regularnie, to dopiero rok temu po raz pierwszy pojechała na organizowany przez Jurka Owsiaka Pol`and`Rock Festival. Festiwal, który jest swoistym „podziękowaniem” dla wszystkich sympatyków Wielkiej Orkiestry. – Dużo osób bierze mnie za „rockową dziewczynę”, a tak naprawdę lubię przytulne i wygodne miejsca, więc strasznie obawiałam się tych „polowych warunków” – opowiada – Jednak okazało się, że cały ten wyjazd i mieszanie na polu namiotowym to było jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu! Atmosfera, świetni ludzie, przyjaźń i muzyka. Teraz jestem pewna, że chcę więcej! – śmieje się i już wie, że tej imprezy już nigdy nie odpuści. Podobnie jak finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w której zamierza grać tak jak Owsiak – do końca świata i o jeden dzień dłużej!
DSC_0040
Na pytanie skąd w niej taka chęć działania na rzecz innych odpowiada szybko, krótko i z szerokim uśmiechem – Po prostu mam w sobie gen pomagania!
DSC_0045_fajne
Ankę udało się jej „złapać” w akcji podczas licytacji na rzecz WOŚP w SP nr 11 w Chełmie, tuż przed 28. finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Właśnie w tym miejscu, dokładnie pięć lat temu zaczęła się jej przygoda z Wielką Orkiestrą.

DSC_0046

DSC_0050-22
Wpis na blogu powstał w ramach projektu „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jestAnna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie: http://5oclock.org.pl/.  Tekst o Ance wyjątkowo napisała Justyna Nafalska – to pierwsza taka „sytuacja” w historii bloga, ale mam nadzieję, że nie ostatnia;)

DSC_0054_owsiak

Cykl „Kobiety Chełma” – Kobieta na afiszu

basia 3 razy
Pamiętam Basię z dzieciństwa… Widziałam ją na konkursie przedstawień teatralnych w jednej ze szkół podstawowych. Zdobyła wtedy wyróżnienie za swoją rolę. W ogóle mnie to nie zaskoczyło, że po latach zobaczyłam ją w teatrze, w swoim żywiole. Uśmiałabym się jednak bardzo, gdyby ktoś w dzieciństwie powiedział mi, że będzie pozować przed moim obiektywem i udzielać wywiadu na moim blogu… A jednak. Niemożliwe stało się możliwe… I kiedy jakieś pół roku temu zapytała, czy nie zechcę robić zdjęć przy jej projekcie, najpierw nie mogłam w to uwierzyć… Potem doczekać… I oto jest… jej projekt teatralny „Dum Spiro Spero” i mój fotograficzny „Kobiety Chełma”. Na tydzień przed premierą wyjątkowego spektaklu DUM SPIRO SPERO (29 listopada, godz.10.00 w Chełmskim Domu Kultury) z ogromną dumą i radością zapraszam na blogowe spotkanie z Basią i jej „podopiecznymi”! – Anna Wójtowicz-Wnuk
DSC_0011
Jesteś jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w Chełmie. Wielu osobom kojarzysz się przede wszystkim jako pierwszoplanowa aktorka Teatru Ziemi Chełmskiej. Ale to nie jedyna rola, jaką pełnisz w teatrze. Jak to się stało, że jesteś też reżyserem?
Zaczynałam jako reżyserka 16 lat temu, jeszcze w  Teatrze Tydzień Czasu. To była taka młodzieżowa, amatorska grupa , pierwszy wyraz mojej szalonej wiary w to, ze w Chełmie może powstać teatr. To właśnie wtedy na jeden z castingów przyszły bardzo ważne osobistości, bez których Teatr Ziemi Chełmskiej nie byłby w tym miejscu, w którym jest dzisiaj – Sławoj Czarnota, Agnieszka Szkoda, Andrzej Kuczura. Gdyby nie nasze pierwsze spektakle  w Klubie Garnizonowym, dzisiaj  nie byłoby „Głupców z Chełma”, „Maydaya” i innych spektakli, które przez te 10 ostatnich lat zrobiliśmy. W moim CV jako reżyserka mam na koncie parę dużych projektów, które zrealizowałam w Chełmskim Domu Kultury, „Opole Osiemdziesiąt”, „Pardon, to tu?”, „Godzina W” i spektakle, które reżyserowałam wspólnie ze Sławojem. No i „Chodź na słówko” Maliny Prześlugi, z którego jestem bardzo dumna. W ten spektakl włożyłam naprawdę dużo serca , wykorzystując zdobyte przez lata doświadczenia. Chociaż najważniejsze jest i tak, ze spektakl podoba się młodym widzom.
DSC_0062
Czy praca z osobami niepełnosprawnymi to pierwszy takiego typu projekt dla Ciebie? Jak się w tej roli czujesz?
Spektakl z „Akademią Teatralną ze Zbyszkiem”  to dla mnie całkiem obca planeta. Kilka lat temu prowadziłam już co prawda warsztaty teatralne z osobami niepełnosprawnymi, ale nie kończyły się one spektaklem. Teraz od początku wiedziałem, że celem warsztatów jest właśnie spektakl. Może jeszcze dwa lata temu nie podjęłabym się tego zadania. Bałabym się, że  mi się nie uda. Teraz, dzięki pracy w Impro Teatrze Lukla jestem bogatsza o umiejętności, które dają mi dużą swobodę w prowadzeniu warsztatów. Wiedziałam też, że kiedy zdecyduję się na tę współpracę to spróbujemy zrobić spektakl autorski, oparty na ich opowieściach, a improwizacja nauczyła mnie trochę te opowieści układać w całość. Czuję się bardzo odpowiedzialna za ten spektakl. Jest niewielki, są to zaledwie trzy etiudy, ale żeby te historie mogły ujrzeć światło dzienne spędziliśmy wiele godzin na warsztatach. Były radości, wzruszenia, niepewność. Z perspektywy tych kilku miesięcy widzę, że tamten czas był bardzo ważny. Tamten czas był lotem, teraz lądujemy. Mamy wylądować bezpiecznie i to było moje zadanie.
DSC_0064
O czym jest Twój spektakl? DUM SPIRO SPERO to bardzo osobisty spektakl będący efektem warsztatów teatralnych. Przedstawienie oparte jest na marzeniach, wspomnieniach, pragnieniach, historiach, które się wydarzyły albo mogłyby się wydarzyć.
„Dum spiro, spero” z łac. „Nie tracę nadziei, dopóki oddycham” to sentencja, którą powtarza sobie jedna z bohaterek spektaklu. Wśród wielu niedogodności, przeciwności podopieczni Warsztatów Terapii Zajęciowej czy Środowiskowych Domów Samopomocy mają takie same pragnienia, marzenia i rozterki jak wszyscy. Chcieliby być samodzielni mieć chłopaka, dziewczynę. Zazdroszczą pełnosprawnym ich normalnego życia. Czytają wiersze, oglądają filmy. Jedni lubią filmy Benigniego inni disco polo. Wszystko jest dobrze dopóki mają nadzieję….

 

1
Jedna z bohaterek przedstawienia DUM SPIRO SPERO
2
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO
3
Jedna z bohaterek przedstawienia DUM SPIRO SPERO
4
Jedna z bohaterek przedstawienia DUM SPIRO SPERO
DSC_0082
Co skłoniło Cię do pracy z niepełnosprawnymi?
Raczej kto! Niejaki Jacek Bobruś ze Stowarzyszenia „Zbyszko”. Zaczęło się chyba od OSPTy, kiedy to wystąpiła u nas Teatroterapia Lubelska z Operą Kartoflaną Marii Pietruszy Budzyńskiej. Bardzo dobry spektakl, na który Jacek mnie zresztą namówił. Po tym spektaklu tak przychodził do mnie i nieśmiało pytał, czy może bym nie zechciała spróbować, bo on by napisał projekt. Trochę się ociągałam z tą decyzją, bo jestem raczej zapracowaną osobą….ale chodził, chodził i wychodził.
5
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO
6
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO
DSC_0091
Jakie są Twoje wrażenia, nowe doświadczenia związane z tym spektaklem, czym praca nad nim różniła się od poprzednich, co z niej wyniosłaś nowego?
Ta praca dawała mi bardzo dużo energii, zwłaszcza ten czas warsztatowy, kiedy ludzie zaczynali się otwierać, wchodzić w ćwiczenia z zaangażowaniem. W tym projekcie musiałam często zmieniać moje plany dostosowując je na bieżąco do możliwości aktorów.  W końcowym etapie  najbardziej zaczęło mi zależeć nie na tym by zrealizować swoje plany dotyczące spektaklu, ale na tym żeby moi aktorzy czuli satysfakcję i zadowolenie. Żeby byli dumni z tego co udało nam się stworzyć. Inaczej patrzę teraz na terapeutki, które z nimi pracują, i które bardzo mi pomogły podczas tych końcowych prób. Korzystając z okazji dziękuję bardzo Milenie i Aldonie.
7
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO
DSC_0113
Co Ci się bardziej podoba, czy aktorstwo, czy reżyserowanie?
Reżyser to musi być osoba, której zespół uwierzy albo przynajmniej będzie udawał, ze wierzy ale wtedy to już muszą być dobrzy aktorzy (śmiech). To ktoś, kto ma coś do powiedzenia i jest konsekwentny. Trzeba mieć silną osobowość i nie odpuszczać. Aktor ma słuchać reżysera, przynajmniej do premiery 😉 Aktorstwo daje mi możliwość upustu dużej części szaleństw, które mam w duszy. Uczy mnie ciągle dystansu do siebie. Pokazuje mi jaka jestem słaba, a czasem zaskakuje, że dałam rade przeskoczyć kolejną poprzeczkę. Reżyser ma bardziej niewdzięczną robotę. Napracuje się jak osioł, nie śpi po nocach, planuje i jego praca i radość kończy się właściwie z dniem premiery. I potem może już tylko zazdrościć aktorom. Bo oni, jeśli spektakl wyjdzie przyzwoicie, mogą się nim jeszcze rozkoszować jeszcze przez długi czas.
Żeby podjąć się reżyserowania, muszę poczuć, że faktycznie coś mam do powiedzenia. A aktorstwo? Tutaj w każdej chwili jestem gotowa na nowe wyzwania.Wstaw podpis
8
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO
DSC_0116
Jakie są Twoje plany, projekty i marzenia na przyszłość?
W tej chwili mam kilka konkretnych planów i parę enigmatycznych marzeń. Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie spektakl o kobietach, o kobietach stąd. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo w tym momencie szukam możliwości jak ten plan przekuć w czyn. Jest światełko w tunelu, bo ostatnio poznałam kobietę, która chyba mi pomoże w tym temacie… Jestem bardzo podekscytowana tym projektem, bo to może być coś autentycznego. Mam kilka muzycznych tęsknot, które siedzą w głowie i pewnie zechcą w końcu ujrzeć światło dzienne. Jestem częścią planów Teatru Lukla, z którym mam nadzieję pokarzemy się i w Chełmie w najbliższym czasie.
Marzę o tym, że przyjdzie taki dzień, w którym na przykład w sobotę o 14.00 spotykam się z moimi koleżankami i kolegami z Teatru Ziemi Chełmskiej. Siądziemy sobie w kawiarni przy nowiutkim budynku Teatru im. Papużyńskich w Chełmie. To będzie dzień pierwszej premiery w naszej nowej siedzibie. Dopijemy kawę i pobiegniemy do garderoby poganiani przez czujnego inspicjenta…
9
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO

DSC_0117

10
Jedna z bohaterek przedstawienia DUM SPIRO SPERO

DSC_0128

11
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO

DSC_0138

12
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO

 

13
Jedna z bohaterek przestawienia

DSC_0141

14
Jeden z bohaterów przedstawienia DUM SPIRO SPERO

DSC_0149DSC_0155

DSC_0156
Wpis na blogu powstał w ramach projektu „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie: http://5oclock.org.pl/.  Przy obróbce graficznej „potrójnego” zdjęcia Basi oraz zdjęć bohaterów spektaklu pomagała Pani Małgorzata Osieleniec.

Cykl „Kobiety Chełma” – Szef kuchni

DSC_0028
„Poznałam ją rok temu… służbowo… Sama byłam na etapie otwierania biura tłumaczeń i szkoły językowej… Pewnego ranka przyszła do mnie przetłumaczyć dokumenty. Powiedziała, że wróciła z zagranicy i chciałaby otworzyć biznes w Polsce. W Chełmie. Zaintrygowała mnie. Pełna determinacji, z pasją w głosie opowiadała o miłości do gotowania i marzeniu serwowania prawdziwej włoskiej kuchni lokalnej społeczności. Już wtedy pomyślałam, że idealnie wpisałaby się w cykl „Kobiet Chełma”… Mocno trzymałam za nią kciuki!
W Międzynarodowy Dzień Szafa Kuchni przedstawiam Wam młodą, ambitną i pełną uroku Olę, która na blogu opowiada o gotowaniu i o tym, czy łatwo jest młodym ludziom otworzyć biznes w Chełmie.” – Anna Wójtowicz-Wnuk
DSC_0030BW
Kiedy pojawiła się u Ciebie pasja do gotowania ?
Hmmm.. to dość trudne pytanie. Nie lubiłam gotować, aż do momentu gdy zamieszkałam sama. Byłam wtedy zmuszona by robić coś do zjedzenia i muszę przyznać, że wychodziło mi to całkiem nieźle. W ten sposób zaczęłam gotować więcej i więcej.
Później,  przez przypadek trafiłam do pracy do włoskiej restauracji w Anglii. I tak zaczęła się moja przygoda…
DSC_0042
Od niedawna prowadzisz swoją własną restaurację w Chełmie. Nazywa się „Boska Włoska”. Co sprawia Ci największą radość w pracy?
Oczywiście zadowoleni klienci. Jestem akurat tego typu osobą, która bardzo się angażuje.
Uwielbiam rozmawiać z klientami i zawsze dopytuję, czy im smakowało, czy coś by zmienili lub poprawili.
DSC_0068
Dlaczego kuchnia włoska?
Chyba każdy lubi pizzę i nie raz i nie dwa robił ją w domu. Idąc do knajpy w większości przypadków wybieramy pizzę. Ale tak wcale nie musi być… Jak już mówiłam wcześniej, przez przypadek trafiłam do pracy we włoskiej restauracji w Anglii. Tam, pod okiem włoskich szefów kuchni nauczyłam się gotować w ich stylu.
Po przepracowanym roku w Anglii przeprowadziłam się do Norwegii. W kraju, w którym ciężko o zdobycie pracy bez znajomości języka, zaczęłam szukać posady w restauracjach. Znów przez przypadek trafiłam do jeden z najbardziej znanych włoskich restauracji w Oslo. To był początek wszystkiego…
Mimo wcześniejszego doświadczenia, nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką ilością pracy, tyloma ludźmi… Nasza restauracja obsługiwała 400 osób. Na samej kuchni pracowało ok.50 osób. To była prawdziwa szkoła życia. To tam nauczyłam się wszystkiego, od krojenia warzyw po robienie deserów. Nie wspomnę o wyrobieniu umiejętności pracy w zespole, pod ogromną presją i pokorze…
DSC_0074BW
Czy łatwo się prowadzi biznes w Chełmie?
Mówiąc delikatnie powiem, że bardzo trudno.
Wszyscy wiemy, że Chełm to stan umysłu i lepiej być po stronie konsumenta niż przedsiębiorcy.
Wychodząc z pomysłem swojej knajpki myślałam ze to będzie strzał w 10! Coś czego w Chełmie nie ma. Prawdziwe włoskie produkty, wina, potrawy, muzyka…
Ale niestety, czasem rzeczywistość przytłacza i mimo, że wyszłam z czymś nowym to i tak wiele osób znajduje milion powodów do marudzenia…
DSC_0231
Czy każdy może gotować, prowadzić restaurację?
Prowadzić restauracje może każdy, wystarczy, aby był pieniądz. Nieważne, czy się na tym znasz. Zatrudniasz ludzi, którzy za Ciebie wszystko robią. Płacisz i wymagasz – też bym tak chciała….
Ale gotować, to już trzeba umieć, nauczyć się i zwyczajnie to lubić. Uważam, że trzeba czuć to coś. Gotowanie to nie tylko nałożenie kotleta na talerz. To ogromnie ciężka praca, która wiąże się z wielogodzinnymi przygotowaniami, myciem naczyń, czy sprzątaniem, które jest niezmiernie ważne.
DSC_0236
Jakie jest Twoje ulubione danie, które serwujesz bliskim?
Jako takiego jednego dania nie mam. Lubię robić wszystko, co smakuje domownikom. Przyznam jednak, że najlepiej czuję się gotując w mojej Boskiej!
DSC_0239
Obecnie na polskich stołach króluje dynia, czy Włosi mają jakieś potrawy z tym cudownym warzywem?
W kuchni włoskiej, dynia podawana jest na bardzo wiele sposobów. Ja robię carbonare z dynią, dyniowe gniocci, krem z dyni, czy ravioli. W zasadzie można ją dodać do wszystkiego!
DSC_0241
Ostatnim pytaniem chciałabym nawiązać do swojego projektu „Kobiety Chełma”. Kto lepiej gotuje? Mężczyźni, czy kobiety?
Pracowałam i z kobietami, i z mężczyznami. Nie potrafię wygłosić jednoznacznego poglądu. Mężczyźni lepiej pracują pod presją, są silniejsi, maja tak samo kreatywne pomysły jak i kobiety. My zaś jesteśmy bardziej dokładne, porządniejsze. Mistrzami kuchni mogą zostać zarówno kobiety, jak i mężczyźni. To kwestia wrodzonego talentu.
DSC_0243
„Olu, dziękuję Ci za udział w projekcie „Kobiety Chełma” i szczere podzielenie się swoimi przemyśleniami z czytelnikami. Wiele kobiet, które spotykam i opisuje na blogu łapie wiatr w żagle – tego i Tobie życzę. Mam nadzieję, że jak spotkamy się następnym razem podasz mi przepis na prawdziwie włoską pizzę!” – Anna Wójtowicz-Wnuk
DSC_0251
Zdjęcia w restauracji zostały zrobione podczas darmowej akcji „Wakacje z angielskim w Szkole Językowej Five o’clock w Chełmie.” Dzięki uprzejmości Oli i restauracji Boska Włoska, dzieci miały możliwość multisensorycznie poznawać i dosłownie smakować słówka z języka angielskiego.

DSC_0252DSC_0253DSC_0261DSC_0261ADSC_0275DSC_0277

Wpis na blogu powstał w ramach projektu „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie: http://5oclock.org.pl/.  Zdjęcia w restauracji zostały zrobione podczas darmowej akcji „Wakacje z angielskim w Szkole Językowej Five o’clock w Chełmie”. Dzięki uprzejmości Oli w jej restauracji Boska Włoska można było przeprowadzić multisensoryczne zajęcia z języka angielskiego.

Cykl „Kobiety Chełma” – Animatorka wolnego czasu

 

DSC_0121
Nazywam się Paulina Pasieczna. Jestem uczennicą trzeciej klasy o profilu geodezyjnym w Zespole Szkół Budowlanych i Geodezyjnych w Chełmie.  W szkole działam w samorządzie i kole wolontariatu oraz w PCK,  gdzie organizuję różne akcje. Największą i najbliższą mojemu sercu była akcja zorganizowana w listopadzie ubiegłego roku – #KOMURKOMANIA – dotycząca rejestracji potencjalnych dawców szpiku. Podczas tego eventu udało nam się zarejestrować ponad 40 osób. Za pracę na rzecz szkoły i reprezentację szkoły w sztandarze otrzymałam niedawno tytuł ,,ZŁOTE SERCE’’. Od 5 lat jestem również wolontariuszką w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.
Czas wolny najczęściej spędzam „pracując”, jako Animator Zabaw dla dzieci. Nie nazywam tego jednak pracą, bo gdy robi się, to co się kocha, to nie jest to praca. Na kurs animatora zapisałam się spontanicznie i jak się okazało byłam jego najmłodszą uczestniczką. Często słyszę pytania, dlaczego taki kurs i takie hobby. Może dlatego, że mam młodsze rodzeństwo i kurs był kopalnią pomysłów zabaw z nimi. A może dlatego, że bycie animatorem daje możliwość powrotu do pięknego czasu z dzieciństwa… Każdy z nas potrzebuje czasem poczuć się jak dziecko.
Sama bardzo lubię dzieci, lubię spędzać z nimi czas i dawać im radość z życia.
Na początku miałam wątpliwości czy nadaję się na animatora, czy dam radę, bo w końcu sama jestem jeszcze młoda. Jednak moje wątpliwości okazały się zbędne. Niedługo po kursie poznałam inną animatorkę, która pomogła mi wdrożyć się w temat animacji i pozwoliła mi uwierzyć w siebie.
Z czasem zaczęłam mieć coraz więcej okazji, aby się rozwijać. W przyszłości chciałabym ukończyć kurs m.in. na opiekuna wycieczek, wodzireja, kursy doszkalające z animacji i  facepaintingu i mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Od niedawna pasjonuje mnie też fotografia. Mam nadzieję, że również w tym kierunku będę się rozwijała nie zapominając oczywiście o szkole. W tym momencie korzystam z chwili i tego co życie daje mi teraz, i trzymam się mojego motta: ,,Jeszcze będzie dobrze mimo wszystko, tylko załóż wygodne buty,  bo masz do przejścia całe życie”     JPII
Te słowa pomagają mi nawet w najtrudniejszych momentach. Jestem wdzięczna, że rodzina i przyjaciele wspierają mnie i pomagają mi spełniać moje marzenia.

DSC_0123DSC_0160DSC_0167DSC_0176DSC_0178DSC_0190DSC_0209DSC_0114DSC_0213

THE BEST
Wpis na blogu powstał w ramach projektu „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie: http://5oclock.org.pl/.  Zdjęcia do projektu zostały zrobione podczas darmowej akcji „Wakacje z angielskim w Szkole Językowej Five o’clock w Chełmie”, w której Paulina uczestniczyła w ramach wolontariatu.

Cykl „Kobiety Chełma” – Kasia i jej styl

DSC_0254
Nazywam się Kasia Koper. Jestem joginką. Choć nie jest to jedyne określenie, z którym się utożsamiam – to w tym momencie, tu i teraz jest mi ono najbliższe.
Jestem absolwentką Politechniki Lubelskiej – trochę przez PRZYPADEK … Przez długi czas pracowałam w korporacji, w zawodzie związanym z tym wykształceniem. Sporo się nauczyłam, wiele doświadczyłam, dużo się zmieniłam, poznałam mnóstwo fajnych ludzi – czy to na pewno był PRZYPADEK???
Kocham podróże – małe i duże, podróżuję i marzę o następnych wojażach. Każdy wyjazd czegoś mnie uczy, czymś zachwyca, coś zmienia – nowi ludzie, miejsca, przyroda, smaki, kultura. I znowu stawiam sobie pytanie – czy to PRZYPADEK, że pojechałam w to miejsce i w tym właśnie czasie???
Parę lat temu znowu trochę przez PRZYPADEK trafiłam na kurs Mindfulness, rozpoczęłam studia podyplomowe „Relaksacja i joga” na AWF-ie w Warszawie i średnią rewolucją życiową zmieniłam wykonywany zawód oraz sposób zarabiania na życie. Znowu poznałam ludzi, którzy samą obecnością w moim życiu dali mi wiele, byli inspiracją, wysłuchali moich marzeń i uwierzyli w nie.
Rok temu w trakcie rozmowy z koleżanką „o wszystkim i o niczym” zdecydowałam się na kurs instruktora technik pamięciowych i szybkiego czytania (PRZYPADEK???). Znowu podróż, nowi ludzie, nowe doświadczenia i nowe umiejętności. Pierwszy mój kurs dla dzieci i młodzieży. Praca z nimi niekoniecznie łatwa, ale ileż sprawiająca mi radości. Lubię dzieci – bawić się z nimi, rozmawiać, ćwiczyć, obserwować i uczyć się od nich. Dzisiaj pracuję z dziewczynką chorą na padaczkę – uroczym, sympatycznym, inteligentnym dzieckiem, które chce szybko czytać.
Od pewnego czasu prowadzę zajęcia jogi dla seniorów, ponownie w splocie różnych okoliczności życiowych zaproponowano mi udział w projekcie z seniorami. Grupa serdecznych starszych ludzi, których bolą plecy, ręce, barki, biodra, nogi, głowa. Bardzo dobrze mi się z nimi pracuje – oni nie muszą mnie dowartościowywać komplementami, sam fakt, że przychodzą na zajęcia jest laurką. Bo przecież mogliby zostać w domu, bo wszystko w ich życiu boli, a oni przychodzą i jeszcze mówią, że im się podoba, że się dobrze po tym czują. CUD???
DSC_0253
Kilka miesięcy temu urodziła się w głowie moich znajomych myśl o założeniu fundacji – zapragnęliśmy pomagać osobom z niepełnosprawnościami, ze środowisk wykluczonych, dzieciom, osobom starszym, promować ruch i zdrowy styl życia. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że nasza fundacja JEST OTWARTE została zapisana w KRS i możemy działać. Sama zaliczam się do grona osób z niepełnosprawnościami – wiem jak ważne jest poczucie własnej wartości dla takich ludzi i pragnę im pokazać, że można (wszystko) jeśli tylko się chce. PRZYPADEK, że znalazłam się w gronie tych ludzi, w tym czasie i okolicznościach???
Nie… Bo głęboko wierzę w to, że gdyby nie takie sploty okoliczności życiowych nie byłabym tym kim jestem i nie robiłabym tego co robię dzisiaj, nie odważyłabym się marzyć z takim rozmachem jak to robię teraz. Takie prezenty od losu sprawiły, że dzisiaj szykuję się na pierwszy zorganizowany przeze mnie wyjazd, w którym łączę dwie swoje największe pasje życiowe – jogę i przyrodę. Trzy lata temu półgłosem mówiłam, że marzę o jodze w Gruzji. Teraz wyjeżdżam na jogę do Gruzji – WOW!!! Walt Disney powiedział: „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać!”. Od jakiegoś czasu nie wstydzę się tego kim jestem. Znam swoje możliwości – są zbyt ograniczone, by zawojować świat, ale wystarczająco duże, by być wdzięczną, lubić życie i oddychać swobodnie. Kocham to co robię i nawet kiedy wracam zmęczona do domu po całym dniu pracy jestem szczęśliwa.
DSC_0251
Joginka – rozpoczęłam praktykę jogi, żeby poprawić sobie zdrowie, trochę o siebie zadbać. Bolał mnie kręgosłup, byłam notorycznie zmęczona. Też zrządzenie losu – koleżanka chwaliła i namawiała, żeby pójść. Ja chciałam, ale się bałam, że za gruba jestem i nie dam rady. Pierwszy raz poszła ze mną, drugi raz już poszłam sama. Potrzebowałam trochę czasu, żeby zrozumieć, że „Jogin to nie ten, kto wykona wszystkie asany, ale ten, który nie ustaje w walce.” Na początku oczekiwałam szybkich rezultatów; wydawało mi się, że każdą pozycję wykonuję dobrze; bywałam znudzona albo zirytowana, że nie potrafię zrobić lotosu albo męczy mnie pies z głową w dół. Joga jednak uczy pokory (jeśli tylko pozwolimy sobie na uczciwą i wytrwałą pracę nad sobą zauważymy rezultaty) i jest bardzo wszechstronna (uwzględnia wszystkie partie ciała oraz formy pracy z ciałem i umysłem). Obecnie doceniam to czego nauczyła mnie praktyka jogi – świadomości własnego ciała, radości z życia, akceptacji, empatii i zrozumienia, asertywności, szczerości, oddechu, koncentracji, wytrwałości, szacunku dla ciała i umysłu. Kiedy ja mówię o jodze, nie myślę o niej przez pryzmat religii. Nie zakładam, że jest tylko buddyjska z racji tego, że powstała w Indiach. Nie używam buddyjskich nauk po to, aby stać się buddystą – używam ich po to, aby stać się lepszym człowiekiem. Pierwsze cztery elementy jogi klasycznej są to praktyki, które były poddawane badaniom naukowym, potwierdzano ich zbawienny wpływ na nasze zdrowie zarówno fizyczne jak i psychiczne. Ja jako instruktor hatha – jogi (nauczyciel w świecie Zachodu) podpisuję się pod tymi elementami, ciągle się ich uczę i staram się stosować w życiu codziennym dla siebie. Uczciwie i chętnie się nimi dzielę z ludźmi, którzy przychodzą na moje zajęcia. Stąd powstał pomysł jogi w parku – darmowych spotkań dla wszystkich, na łonie natury; jogi dla rodzin w Akcji Rekreacji – bo przecież ruchu potrzebują nie tylko dzieci, ale i rodzice, dziadkowie; jogi w Gruzji na Kaukazie – bo przecież praktykować można nie tylko w Indiach i na Himalajach. Pozostałe elementy od piątego wzwyż jest to już obszar wewnętrzy, duchowy, bardzo indywidualny i intymny dla każdego człowieka. Zarówno sobie jak i innym pozostawiam prawo wyboru kierunku rozwoju osobistego. Doceniam i szanuję fakt, że każdy z nas jest inny i wyjątkowy.
DSC_0250
Jest to MÓJ STYL. Mój „PRZYPADEK – nie PRZYPADEK”. Cieszę cię DOBRYM, uczę się ze ZŁEGO. Lubię się śmiać – nie zawsze się uśmiecham. Nie lubię płakać – czasami płaczę. Kocham życie, ciągle uczę się życia.

DSC_0249DSC_0246DSC_0245DSC_0243DSC_0238DSC_0237DSC_0236DSC_0235

DSC_0225
Wpis na blogu powstał w ramach projektu „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie: http://5oclock.org.pl/.  Zdjęcia do projektu pochodzą z coniedzielnego, darmowego spotkania z jogą w parku. Uczestnicy spotkania nie wiedzieli o obecności fotografki, a Kasia chciała pozostać w sesji naturalna i w swoim żywiole, bez pozowania.

 

 

Cykl „Kobiety Chełma” – Kolorowy Ptak

Byłam niedawno z wizytą u niezwykłej kobiety w prawdziwym domu z duszą. W domu w samym środku lasu. W domu, gdzie można usłyszeć dźwięk fortepianu, który widział Powstanie Styczniowe i skrzypiec, które mają ponad sto lat… Chciałam moją bohaterkę, w nawiązaniu do dzisiejszego Dnia Matki, nazwać Pachamamą, ale obawiam się, że moja intencja może zostać źle zrozumiana. Zapraszam zatem na spotkanie z niezwykłą „Kobietą Chełma”, Kolorowym Ptakiem, Matką Polką i Świętym Franciszkiem w spódnicy.

 

 

DSC_0108
Wiesia Szalewicz- były kierowca rajdowy, pasjonatka gór, miłośniczka wszystkich zwierząt domowych i dzikich. Mówią o niej „Św. Franciszek w spódnicy”. Rodowita chełmianka, mieszkająca obecnie w lesie. Wiele lat mieszkała w Gdańsku, gdzie na Uniwersytecie Gdańskim skończyła geografię, która nadal jest jej pasją w życiu prywatnym i zawodowym. Z miłości do kosmosu i astronomii skończyła także fizykę na UMCS-ie. Gra na skrzypcach i pianinie. Skończyła szkołę muzyczną I-go stopnia. Śpiewa całe życie. Jej tata twierdzi, że jego córka śpiewa od kołyski. Obecnie jest chórzystką w CHDK Gospel Choir.
Ciężka choroba spowodowała, że Wiesia musiała na jakiś czas zawiesić  jakąkolwiek działalność i pracę. Obecnie jest rencistką. Należy do Dyskusyjnego Klubu Książki (DKK) przy Chełmskiej Bibliotece Publicznej im. Marii Pauliny Orsetti i aktywnie działa w Stowarzyszeniu Osób z Niepełnosprawnością i ich Przyjaciół „Zbyszko” oraz w  Hospicjum Domowym im. Księdza Malinowskiego.

DSC_0130DSC_0132DSC_0149DSC_0172DSC_0178DSC_0187DSC_0190

DSC_0199
Wpis na blogu powstał w ramach projektu „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie: http://5oclock.org.pl/. 

Cykl „Kobiety Chełma” – KontraBasia

Kiedy spotkają się dwie mamy trójki dzieci (w tym bliźniaków), tematów do rozmowy nie brakuje, szczególnie takich dotyczących dylematu, jak połączyć życie rodzinne, zawodowe i pasje…

Dziś zapraszam Was na blogowe, bardzo muzyczne spotkanie z niezwykle interesującą i tajemniczą chełmianką o wielu pasjach – Basią Derlak.

2
Basia Derlak – kompozytorka muzyki teatralnej, liderka zespołu Chłopcy kontra Basia, poetka, muzyk, spełniona mama i żona.
8
Wpadam do Chełma kilka razy w roku i sprawdzam co słychać w moich ulubionych miejscach. Czuję się „u siebie” w Warszawie, Krakowie i Katowicach, ale te miasta mają takie tempo, że strach się do czegokolwiek przywiązywać. Kiedy wracam do Chełma, do domu, mam wrażenie, że „moje miejsca” na mnie czekały. Jest więc sobie Górka, miejsce mojej pierwszej randki – bardzo smutnej i romantycznej, z patrzeniem w dal i wyobrażaniem sobie, że gdzieś tam tli się to nasze szczęście. Jest ZUS, po którego alejkach w dzieciństwie jeździłyśmy z siostrą na rowerach. Był to dla nas wtedy najlepszy bikepark świata. Są te przedziwne rzeźby przy Armii Krajowej, które już w podstawówce działały mi na wyobraźnię. Szkoła Muzyczna – och tu będę cierpieć, bo moje najwspanialsze wspomnienia ponoć nie będą już miały swej siedziby na Podwalnej czy Lubelskiej. Na Podwalnej jest taki dziedziniec z ławeczką, z której zawsze słuchałam dźwięku instrumentów, grających pasaże z różnych sal. Obłędne! A te kraty w oknach? Majstersztyk kowalstwa artystycznego. Co jeszcze w Chełmie? Chlebek od Greli, Galeria Kuferek, cudna cerkiew. A poza Chełmem? Bukowa Wielka, Zanowinie, Wojsławice, gdzie odwiedzam panie śpiewające ludowe pieśni. I ta droga przy Strupinie, skąd ostatnio oglądałyśmy z siostrą fajerwerki w Sylwestra. Zresztą nie tylko my, bo to znana miejscóweczka. Wiem, miałam opowiadać o sobie, ale mówienie o swoim domu to w sumie opowiadanie o sobie.

910111214a

b
To może teraz trochę tym co teraz i o rodzinie. Niedawno założyliśmy z moim Miłym takową i to niemałą. Czasem się nam tęskni za starym intensywnym życiem, ale staramy się odparkowywać ten głód na inny czas. Teraz chłoniemy to co jest piękne tu i teraz: miłość, spokój i poczucie uczestniczenia w jakimś kosmicznym cudzie, który wydarza się każdego dnia między nami, a naszymi dziećmi. Co oprócz tego? Kilka razy  w miesiącu wybiegam też na scenę, gram przedstawienia, koncerty z Chłopcy kontra Basia. Z moją siostrą odpaliłyśmy też zespół pod szyldem Siostry Derlak, a już niebawem mam nadzieje świat usłyszy nasze piosenki w wykonaniu wybitnego wokalisty Wojtka Myrczka. Mam super duet Derlak/Wielądek oraz projekt Apokyfy, w którym zajmuję się opowiadaniem historii z niekanonicznych ewangelii. Zrobię pewnie jeszcze więcej, tylko te mniejsze dzieci muszą wreszcie przestać zrzucać się z parapetów i jeść plakatówki. Ale mądrzejsi ode mnie mówią, że to tylko taki etap. Wiem, że dam radę!
d
Wpis na blogu powstał w ramach projektu „Kobiety Chełma”, którego pomysłodawczynią i realizatorką jest Anna Wójtowicz-Wnuk – pasjonatka fotografii, tłumacz przysięgły języka angielskiego i autorka projektu swojego życia, którym jest Szkoła Językowa Five o’clock w Chełmie: http://5oclock.org.pl/.