Cykl „Kobiety Chełma” – Dziewczyna orkiestra

DSC_0271
DZIEWCZYNA ORKIESTRA
Kasia Klimczak – artystyczny, niepokorny duch. Śpiewa, maluje, rzeźbi, prowadzi edukację domową, a ostatnio, wraz z mężem otworzyła „Zabytkowy Kiosk w Pod Aniołami”, gdzie sprzedaje własnoręcznie uszyte anioły, a od kwietnia zamierza serwować najlepsze desery w mieście.
Kasia uważa, że w sztuce, jak w miłości musi być „to coś”, temat, inspiracja i chęci. Ze śpiewaniem jest podobnie – podstawa to pragnienie, że się chce to robić. Tak jak płótno potrzebuje przygotowania, tak głos – ćwiczeń emisyjnych, odpowiedniego oddychania i postawy. Kasia ciągle się uczy i szkoli w tej dziedzinie. Kocha śpiewać chyba nawet bardziej niż rysować. Kocha wyrażać głosem swoje emocje, wypowiadać historie czy budować napięcie. Dlatego to teksty piosenek są dla niej sednem utworu. Oczywiście bez muzyki nie istniałyby – byłyby tylko wierszem. Kasia uważa, że cudownie jest mieć mocny tekst idealnie ubrany w dźwięki. Mam szczęście – jej mąż tworzy i teksty i muzykę. Mimo, że nikt go nie uczył tej sztuki, robi to pięknie, bo ma to w sobie, to dar. Dla Kasi sukcesem byłoby zinterpretowanie wszystkiego tak, by słuchacz miał niezapomniane przeżycia. To jest jej marzeniem… Ale nie największym. Ostatnio całą uwagę poświęca „Zabytkowemu Kioskowi” – mówi o nim tak:
„Wiesz jak patrzę na ten kiosk to przenoszę się w czasie, w lata 20 XX w, słyszę muzykę z gramofonu i widzę uśmiechniętych ludzi. Byłoby cudownie choć odrobinę przywołać klimat dawnych lat. Chcielibyśmy żeby to miejsce było jak sama nazwa mówi związane z Aniołami gdzie można przycupnąć na chwilę i w spokoju napić się kawy czy porozmawiać z kimś. Dziś wszyscy pędzą…. Takim kiedyś punktem spotkań i komunikacji był ten kiosk….Dodatkowo rękodzieło i pamiątki związane z Chełmem. To miejsce aż się prosi o taki punkt w centrum. Jest parę rzeczy do pokonania – najważniejsza to woda – podłączenie. Przygotowanie i zaaranżowane tak małej przestrzeni jak 6m2 tak, by była ładna a przede wszystkim użytkowa i wykorzystana do każdego skrawka to nie lada wyczyn. Projektowałam wiele przestrzeni ale nigdy tak małej. To wyzwanie mnie jednak cieszy. A co będzie??? Nie wiem. Wiem tylko że bardzo chciałabym żeby się udało.
DSC_0273
Rita – czeka na swoje skrzydła.
DSC_0274
Angie – przyfrunęła do studia Five o’clock.

DSC_0279DSC_0281

3
Zdjęcia z „Sesji makowej” wykonanej tego lata.

45678

9
Tak. Tu będzie dobry plener!

10111213

Reklamy

Cykl „Kobiety Chełma” – Wyrwana z kontekstu

1
„Ania Bobruś – energetyzująca wokalistka i największy wrażliwiec w zespole 4 Pory RoQ. Oryginalna i fascynująca, bliska i niedostępna. Ale zawsze z sercem na dłoni. To jej głos nadaje charakter wszystkim piosenkom. I to jakim piosenkom! Ania jest autorką wszystkich tekstów zespołu. Skromnie mówi, że piosenki piszą się same i same pojawiają się na kartce. Ma dar pisania i dar czarowania piosenkami, bo jej słowa miewają moc sprawczą. Nie umie pisać na zamówienie, chyba że Zamawiającym jest jej serce lub głowa pełna myśli, obserwacji i trafnych spostrzeżeń. Ania uwielbia pisać i śpiewać. To najlepsza psychoterapia. Kobieta z charakterem o anielskiej osobowości, z której wypływają – ot tak, po prostu – piękne słowa i dźwięki.” (Cyt. Gosia Grabias)

4

13
W zespole 4 Pory RoQ Ania pojawiła się przypadkiem. Koleżanka z klasy zaciągnęła ją na próbę. I od tej pory jest na każdej. Prawie każdej :). Zespół 4 Pory RoQ  od samego początku swojej działalności odnosi duże sukcesy w branży muzycznej. Wziął udział niemal we wszystkich najbardziej prestiżowych konkursach i festiwalach muzycznych w kraju m.in.: w Debiutach na festiwalu w Opolu oraz w Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie, gdzie III miejsce, które wtedy wywalczyli było ogromnym sukcesem.  Zawsze byli dostrzegani przez jurorów i publiczność. Dlatego często z poszczególnych konkursów przyjeżdżają z kilkoma nagrodami, wśród których obok nagród głównych znajdują się również nagrody publiczności. Piosenka autorska, którą tworzą jest rozpoznawana przez publiczność wielu znaczących festiwali muzycznych i często wspólnie z nimi wykonywana podczas koncertów. Zespół 4 Pory RoQ jest znakomitym Ambasadorem Muzycznym Chełma, Ziemi Chełmskiej i Lubelszczyzny, a w tym roku obchodzi 25 urodziny.

10

14
Specjalnie dla Five o’clock Ania napisała bajkę. I to nie byle jaką, tylko dla dorosłych… Bajka dla dorosłych, czyli lekcja latania
Latać uczymy się całe życie. To najcudowniejsze, ale  i najboleśniejsze lekcje. Mimo, że  uczę się od urodzenia, do tej pory tylko niezgrabnie podskakiwałam i ciężko opadałam na ziemię. A każda nieudana próba bolała coraz bardziej i coraz bardziej i bardziej zniechęcała. Dopiero po czterdziestce nauczyłam się latać. Dopiero po czterdziestce poczułam się jak królewna. I żeby było jasne, nie, dzięki jakiemuś królewiczowi. Bo żaden, nawet najprzystojniejszy, najmądrzejszy i najbardziej w nas zakochany królewicz nie sprawi, że zaczniemy czuć się ze sobą dobrze. (Nie to, żebym miała coś przeciwko królewiczom, wręcz przeciwnie.  Ale oni też czasami potrzebują pobyć sam na sam ze sobą.) No więc czasami trzeba, żeby ten królewicz poszedł sobie gdzieś … za siódmą górę i rzekę. Żebyśmy miały czas się naprawdę poznać i …nauczyć latać. Wtedy nikt nas już nie będzie musiał ratować z wysokiej wieży. Same wylecimy 🙂
19
Ania twierdzi, że jest introwertyczką (co uważa za zaletę). Często zamyka się z muzyką i swoimi myślami, czasem pozwala towarzyszyć Ryśkowi i Miaurycemu, którzy pomiaukują ze zrozumieniem sadowiąc się obok na kanapie
6
Zdjęcia z Jubileuszowego Koncertu.
7
Zdjęcia z Jubileuszowego Koncertu.
8
Zdjęcia z Jubileuszowego Koncertu.
9
Zdjęcia z Jubileuszowego Koncertu.
10
Zdjęcia z Jubileuszowego Koncertu.

Cykl „Kobiety Chełma” – Lekarka dusz

2
„To o czym myślimy determinuje nasze uczucia…..a to co czujemy, to przyciągamy i dostajemy” (cyt. Małgosia Masłowska)
O przedstawieniu swojej najnowszej bohaterki marzyłam bardzo, bardzo długo. I choć dawno temu umówiłyśmy się na spełnienie tego marzenia, obie szukałyśmy natchnienia i jakby wyczekiwałyśmy odpowiedniego momentu…. Razem z moimi bohaterkami dajemy sobie szansę, by wszystko odbyło się w najbardziej odpowiednim miejscu i czasie. Tak też było z Ewą. Zrobiłyśmy zdjęcia letnią porą i dałyśmy sobie czas na przemyślenia, na to by tekst przyszedł niespiesznie, bez presji, by chwila tu i teraz była najlepszą z możliwych, by wpis, który stworzymy był przemyślany, prawdziwy, z serca. I oto wczoraj, niespodziewanie otrzymałam piękny, inspirujący tekst, o silnej kobiecie, która w niezwykły sposób pomaga innym. Z ogromną przyjemnością zapraszam do lektury.
3
Ewa Joachimowicz – Jestem psychoterapeutą i coachem. Kształciłam się w Instytucie Integralnej Psychoterapii Gestalt w Krakowie, ukończyłam studia podyplomowe z Life Coachingu w Collegium Civitas w Warszawie oraz roczny Trening Zen Coachingu. Od 20 lat pracuję w Domu Dziecka w Chełmie, od 10 lat prowadzę Gabinet Psychoterapii i Rozwoju NAKO. Od kilku lat prowadzę warsztaty rozwojowe dla kobiet. Jestem ciekawa ludzi , miejsc i życia. Mam wiele pasji , ostatnia to robienie zdjęć, niezwykłą frajdę daje mi fotografowanie świątyń, ponieważ w nich ukryta jest tajemnica, moc i światło, które każdy nosi w sobie, lecz nie zawsze ma z nim kontakt. Kiedy ono świeci energia płynie i życie cieszy. Interesuję się psychologią , religioznawstwem, duchowością. Kocham podróże, ponieważ w podróży każdy dzień jest inny, świeży i czysty, nieskażony żadną myślą , jest w pełni doświadczany. Uwielbiam żeglować po morzach i oceanach Pogorią, oraz wędrować po górach. Dwukrotnie byłam w Himalajach. Lubię też medytować, bo to pozwala mi wyciszyć umysł od natłoku myśli i świeżym spojrzeniem patrzeć na życie.
4
Uważam, że świat jest lustrem. To czego doświadczamy w świecie zewnętrznym jest odbiciem naszego wnętrza. Czym większa burza w życiu , tym więcej mamy konfliktów wewnętrznych. W pracy pomagam ludziom zajrzeć w głąb siebie i ujrzeć oraz uporządkować, to, co jest nieświadome, co przeszkadza żyć w zgodzie ze sobą, cieszyć się życiem. Pomagam ludziom uzyskać spokój wewnętrzny, pojednać się ze sobą, odbudować zaufanie do siebie i do życia. Każdy z nas ma krytyka wewnętrznego, który nie pozwala mu zaakceptować siebie, żyć w zgodzi ze sobą, ze swoimi uczuciami. W procesie psychoterapii człowiek oswaja go i staje się bardziej niezależny wewnętrznie. W swojej pracy staram się dostrzegać w drugim człowieku możliwości, odkrywać potencjały ludzi i za pomocą pytań budzić w nich życzliwość do siebie i miłość do życia.
6
Uwielbiam kreację życia, to najpiękniejszy dar, kiedy człowiek budzi się ze swojej niemocy i zaczyna podejmować działania, które wspierają jego życie. Być obserwatorem, tej transformacji, wewnętrznego dojrzewania do odzyskiwania swojej mocy i miłości do siebie to wielki dar dla mnie, dlatego kocham swoją pracę. W pracy pomagam ludziom usłyszeć swój wewnętrzny głos, swoje potrzeby, pragnienia, odkurzyć marzenia, dotknąć siły, którą każdy posiada, ale nie zawsze ma z nią kontakt. Z dziećmi często pracuje poprzez arteterapię, ponieważ sztuka jest mocnym narzędziem do kontaktu ze sobą, wyrażania emocji i siebie. Uwielbiam proces twórczy, transformację emocjonalną, która zachodzi w kreowaniu dzieła. Dzieci potrzebują się wyrażać. Nie zawsze można powiedzieć o wszystkim, ale w sztuce można wszystko wyrazić. Praca z ludźmi uczy mnie pokory i szacunku do życia; pokazuje mi, że każdy z nas jest inny i ma swoją drogę i jest na innym etapie. Staram się zawsze zrozumieć i uszanować drugiego człowieka i podchodzić do niego indywidualnie. Cieszę się , że wybrałam ten zawód, ponieważ poznałam wielu wspaniałych ludzi, doświadczyłam wiele dobrego i sama bardzo się zmieniłam.

111213141516

17
„Tańczę na polu w czerwonej sukience a Ania mnie fotografuje, są ze mną koleżanki Ania W. i Ania P., z którymi dzielę pasję fotografowania. Jestem w połączeniu z ziemią, ze sobą, oddycham pełną piersią i podziwiam to co widzę dookoła, odczuwam zachwyt życiem. Obecnie w życiu mam więcej zgody na swoją autentyczność, moc, odwagę i kobiecość, realizację pasji, oraz uczenie się nowych rzeczy. Czerwona sukienka jest dla mnie synonimem tych wartości. Długo dojrzewałam do tego, aby kupić sobie czerwoną sukienkę, założyć ją, odważyłam się dopiero po 40. Dlaczego? Uważałam , że nie jest mi potrzebna, ale teraz wiem, że tak, bo daje mi inne poczucie siebie, jest dla mnie wyrazem kobiecości i życia. Projekt Ani jest przedsięwzięciem, które pokazuje różnorodność i indywidualność oraz piękno kobiet, które będąc sobą nie zabierają innym przestrzeni, a wręcz przeciwnie otwierają przestrzeń dla innych kobiet, inspirując je do wyrażania siebie, swojego bogactwa osobowości. Nie każdy ma odwagę pokazać siebie, opowiedzieć o swoim świecie i swojej duszy. Warto, aby kobiety wspierały się , w innych kobietach zasilały to co dobre, piękne, aby miały odwagę rozwijać się i wyrażać w swojej mocy. Światłem jest dobra uwaga i ta wystawa właśnie to czyni – daje uwagę kobietom Chełma. Autorka fotografii Ania Wójtowicz-Wnuk jest wyjątkową kobietą. Aby być kobietą w pełni warto być połączoną ze sobą, szanować i rozumieć historię swoich przodków, znać i odkrywać swoje potrzeby i je odważnie wyrażać, sięgać po realizację marzeń. We współczesnym świecie kobiety muszą znaleźć równowagę między byciem dla innych a byciem dla siebie. Świat się zmienia, ale niektóre kobiety są włożone w role i zniewolone nimi. Projekt ten pokazuje kobiety, które żyją poza schematami w zgodzie ze sobą i swoją pasją. Kobieta poza byciem matką, córką, pracownikiem, jest sobą, ma swoje autentyczne ja, z którego może czerpać inspirację i siłę do życia zgodnie z wewnętrzną prawdą, którą warto odkrywać. Kobieta kiedy odkrywa to kim jest, zaczyna odkrywać w sobie boginię, wiedźmę oraz czułą istotę , która kocha życie i może wyrażać tą miłość i obdarowywać nią innych. Jestem wdzięczna Ani, autorce projektu, że zaprosiła mnie do niego, bo to zachęciło mnie do zagłębienia się w temacie kobiecości oraz roli kobiet we współczesnym świecie.”
Za pomoc w sesji, dzielenie się pasją, pomysłami, radością dziękuję obu Aniom!

1819

Cykl „Kobiety Chełma” – Weronika – pasjonatka tańca

7
Weronika – najmłodsza uczestniczka projektu, uczennica ostatniej klasy szkoły podstawowej opowie o swojej największej pasji, jaką jest taniec. Na wstępie chciałabym podziękować Weronice za wybór sukienek, póz do sesji, jak i zdjęć po spotkaniu – dla mnie taniec to magia, czarna magia! Podziwiam osoby, które potrafią tańczyć, i które się na tym znają. Dziękuję także mamie Weroniki za obecność przy sesji oraz tacie Weroniki za pomoc przy doświetlaniu. Piękne jest patrzeć, jak rodzice wspierają swoje dzieci w realizowaniu pasji.
8
Pytasz mnie dlaczego tańczę? To jakbyś pytała dlaczego oddycham. Taniec to coś magicznego. Gdy tańczę uwalniam się od wszystkich problemów. Tańcem mogę wyrazić emocje, uczucia. Mogę też wcielić się w dowolną postać. Jest to trudne, gdyż muszę się w nią wczuć, poczuć jej emocje i myśli.
9
Taniec to nie tylko przyjemne chwile, ale także pot, krew i łzy, często w dosłownym znaczeniu. Wymaga wielu poświęceń, wielu godzin spędzonych na salach treningowych, a także wiele stresów i nerwów. Jednak po zakończonym treningu zawsze czuję wielką satysfakcję, bo wiem, że dałam z siebie wszystko, że zrobiłam coś niezwykłego. Nie mogę się tańcem nasycić i jest to bardzo przyjemne uczucie.
10
Tańczę od najmłodszych lat, gdyż moi rodzice zapisali mnie na zajęcia taneczne, gdy miałam 5 lat. Na początku nie wiedziałam, że taniec stanie się moją pasją. Wiele razy upadałam, miałam zdarte kolana, ale się nie poddałam. Tańczę już 9 lat i zdecydowanie zatraciłam się w tańcu. Bardzo bym chciała iść tanecznym krokiem przez życie. Marzę by robić to w przyszłości. Wiem jaki to trudny zawód, który wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Nawet jeżeli nie będę tańczyła zawodowo, na pewno tańca nie porzucę.
11
Próbowałam wielu technik tanecznych, ale najbliższy memu sercu okazał się taniec współczesny i jazzowy. Można w tych stylach „fruwać”, dodają mi skrzydeł.
Rodzice bardzo wspierają mnie w mojej pasji. Gdyby nie oni, nie mogłabym się tanecznie rozwijać. Jestem im za to wdzięczna.
Poprzez taniec poznałam wielu wartościowych ludzi, a także przeżyłam wiele wspaniałych, wyjątkowych chwil.
12
Uważam, że warto stawiać sobie ambitne cele i je realizować nawet jeżeli wydają się nam w tym momencie niemożliwe do spełnienia. Najpierw będą pytać: Dlaczego to robisz?
A potem: Jak to zrobiłaś? Mam nadzieję, że każdy ma, lub odkryje w swoją pasję, którą go uszczęśliwi, tak jak mnie taniec.

1315161718195

Cykl „Kobiety Chełma” – Kasia – miłośniczka czworonogów

1
Nazywam się Kasia Szynal. Mam 29lat. Jestem urodzoną chełmianką. Tutaj spełniam się i robię to co kocham. Moją pracą jest moja pasja. Swoje życie poświęcam życiu zwierząt. Miłość do nich trwa we mnie od kiedy pamiętam, już jako 9 letnia dziewczynka zostałam wegetarianką. Nigdy nie potrafiłam przejść obojętnie wobec krzywdy zwierzaków, od zawsze czułam potrzebę niesienia Im pomocy. Czułam, że moim obowiązkiem jest zaopiekować się bezbronnym stworzeniem narażonym na dzisiejszą rzeczywistość, w której niestety spotykamy wiele okrucieństwa, czy znieczulicy na cierpienie innych. Moja przygoda w Schronisku zaczęła się w 2013 roku kiedy próbując poradzić sobie ze stratą bliskiej mi osoby postanowiłam wyleczyć zrozpaczoną duszę spędzając czas ze zwierzętami w Schronisku, czułam, że ich cierpienie podzieli mój ból i znajdziemy wspólne zrozumienie. Tak zostałam wolontariuszką. Spędzałam w Schronisku, każdą wolną chwilę: sprzątałam, wychodziłam z psami na spacery, karmiłam, starałam się promować każdego podopiecznego do adopcji, a czasem po prostu głaskałam, przytulałam, bądź siedziałam cichutko w boksie i czekałam aż dziki/przerażony pies mi zaufa… Ogromnym docenieniem była dla mnie propozycja pracy i zatrudnienie na stanowisku opiekuna zwierząt. Wtedy mój dzień w Schronisku się nie zmienił, zmieniła się tylko skala działania i wspierania zwierzaków. Nowe możliwości pozwoliły na organizację różnych akcji dla potrzebujących zwierząt (festyny, maratony), na spotkania promujące przyjaźń wobec zwierząt w różnych edukacyjnych placówkach, promocję Schroniska na forach internetowych, organizację zbiórek… a to wszystko po to by wspierać bezdomne psy i koty. Słowo bezdomne ma smutny wydźwięk, niestety wszyscy wiemy, że nie każdy „dom” oznacza ciepły kąt, smaczne jedzonko i kochających ludzi, czasem „dom” to buda z łańcuchem, garnkiem tygodniowej suchej karmy i panem, który czasem powie „siad Azor”.. My (mówię w imieniu Schroniska) chcemy być tym lepszym tymczasowym domem, niestety nie mamy dogodnych warunków, dlatego tak ważne jest, aby dawać Naszym podopiecznym tyle ile możemy dóbr materialnych (ciepły koc, zabawka, urozmaicone jedzenie, ciągły dostęp do świeżej wody, opieki weterynaryjnej), ale i oczywiście miłości. Powiedzielibyście, że dla Nas to tylko gest ale tak nie jest, wierzcie mi przytulenie takiego zwierzaka daje ogromne emocje a radość kiedy chcący w pierwszym dniu przybycia psiak chce Ci „odgryźć rękę” a po tygodniu po niej Cię liże jest nie do opisania. Przyjdźcie do Schroniska sami się przekonajcie, zostańcie wolontariuszem, otwórzcie serca na los zwierząt. Nie kupujcie – Adoptujcie! Sama mam psa i dwa koty ze Schroniska, niczym się nie różnią od tych „rasowych”. Wdzięcznych oczu mówiących DZIĘKUJĘ nie da się zapomnieć. Praca w Schronisku nie należy do łatwych. Wiele odwiedzających Nas osób narzeka na hałas, nieprzyjemny zapach, zbyt wiele cierpienia dookoła. Często słyszę pytania „jak to Pani wytrzymuje?” „Pani się nie boi?” „Musi Pani je kochać…”- tak kocham, każdego z osobna, każdy jest moim przyjacielem, któremu dziękuję, że mogłam poznać, bo każda historia tych wspaniałych czworonogów mnie ubogaca, dzięki czemu wiem, że to co robię ma sens. W tym roku podjęłam edukację jako technik weterynarii w Lublinie, to mój kolejny krok i wyciągnięcie „łapy” w kierunku zwierząt. Wiem, że w Chełmie są dobrzy ludzie, dlatego nie przestane wierzyć i nie przestane walczyć o to, aby kiedyś przyszedł czas, w którym człowiek będzie przyjacielem a nie wrogiem świata przyrody.                                                                                                                       Na zdjęciu Hysia – wyrzucona w okolicach Chełma, jak trafiła do Schroniska miała mnóstwo kleszczy, z pewnością przez długi czas nie miała dostępu do wody ani jedzenia…
2
Zuma- jak reszta naszych kotów są „podrzutkami”. Mimo, że nie mamy boksów przeznaczonych dla kotów, dla tych które już się u nas znalazły staramy się zapewnić jak najlepsze warunki bytowania. Wszystkie kociaki, jak Zuma są wolno żyjące, ale uwielbiają przebywać blisko człowieka, są młodziutkie i mimo przebytych chorób już zdrowe i gotowe do adopcji.
21
Brego – pit bull, który trafił do nas skrajnie zaniedbany. Odnaleźliśmy „właściciela” i zgłosiliśmy sprawę na policje. On został z nami, dziś wygląda i czuje się znacznie lepiej, brakuje mu tylko domu. Najlepiej z silnym właścicielem (spacery z nim muszą być aktywne) i bez innych zwierząt. Brego jak już pokocha zalizuje na śmierć, naprawdę nie ma się kogo bać
5
Frania- jest od kilku dni w Schronisku, uciekała w popłochu od gromady psów. Osobiście zabrałam ją z pobocza ruchliwej ulicy. Była bardzo zmęczona. Czeka 2 tygodnie kwarantanny, jeśli nie znajdzie się właściciel, będziemy szukać dla niej nowego domu.
6
Irys – jest u nas w „otwartym boksie” – zawsze wybieramy jednego psiaka, który jest już u nas długo, ma bardzo małe szanse na adopcje, a zostało mu niewiele czasu i wypuszczamy g o z boksu. Mieszka u nas w biurze i chodzi wolno po terenie Schroniska.
7
Zara- mieszaniec owczarka niemieckiego i Rito- mieszaniec teriera.
9
Rudzio- zanim do Nas trafił dłuższy czas mieszkał na ogródkach działkowych. Ciepły i łagodny piesek, który uwielbia się przytulać.
10
Zola- trafiła do nas z dwójką maleńkich dzieci. Dzielnie się nimi opiekuje i jak tylko szczeniaki trafią do adopcji to i ona będzie szukała domu.
11
Metka- bardzo wystraszona sunia, nie ufa obcym, boi się każdego kogo nie zna. Tego komu już zaufa odda całą swoją miłość.
12
Kibic- mieszaniec amstaffa, trafił do nas cały w bliznach, z kim walczył tego nie wiemy… Jest już długo w Schronisku, ma piękne wnętrze, charakterny i jednocześnie pełen miłości, czasem jedyne czego mu potrzeba to zabawki i chwili uwagi:)
13
Jasio- uwielbiający się przytulać, w jego oczach można wiele wyczytać, jakby miał dużo do opowiedzenia, wystarczy spojrzeć, nie da się nie pokochać.
14
Misiek- mijany i niezauważany… dlaczego? Jest pięknym, wyjątkowym dużym psem, a już kilka lat jak nikt o niego nie pyta. Nawet już nie podchodzi do krat, zrezygnował. Jak go wołam przychodzi skorzystać z chwili przytulania, kiedy wchodzę do boksu cieszy się i nie chce mnie wypuścić. Czasem widzę jak stracił nadzieje, że może jeszcze znaleźć dom…

 

 

15
Pusia jest 2 miesięcznym szczeniaczkiem, wraz ze swoim rodzeństwem jako tygodniowe maleństwa zostały wyrzucone w worku do rowu Wykarmiliśmy je butelkami, udało się, przeżyły. Bracia Pusi już zostali adoptowani, ona czeka.
16
Mat- bardzo przyjazny do ludzi i innych zwierząt, nie umie za dobrze chodzić na smyczy, ale jest młodziutki i to kwestia wyuczenia.
17
Zola
18
Rika- zbyt długo czeka na adopcję, raz dostała nadzieję: ludzie zdecydowani ją wziąć przyjeżdżali, wychodzili na spacery, przygotowywali dom na jej przybycie i nagle cisza, rezygnacja.. Mimo to nie straciła nadziei, cieszy się na widok każdego, kto podejdzie ją pogłaskać, jest bardzo posłuszna.

19

20
Olimp trafił do nas bardzo wystraszony, miał mnóstwo pcheł i kleszczy. Nie dość, że nikt o niego nie dbał to jeszcze traktował z przemocą. Między oczami ma głęboką ranę, wygląda na to, że został uderzony. Jest cały pokryty bliznami co świadczy o tym, że cierpiał niejednokrotnie. Olimp jest to młody psiak, z natury przyjazny, jednak to przez co przeszedł sprawiło, że nie ufa obcym. Nie objawia tego agresją, ale strachem. Jednak, jak już poczuje się bezpiecznie jest chętny głaskania i zaczyna „się uśmiechać”.
22
Lumia- trafiła do Schroniska jako szczeniak razem z siostrą, która znalazła dom. Lumia dorastała u Nas, raz była adoptowana, ale wróciła. Zdążyła poznać co oznacza dom i bliskość człowieka, tutaj zostały Jej wspomnienia i marzenia aby znów być kochaną.

4

Justyna – pasjonatka motoryzacji

 

28

 

Justyna Mazurek – pracownik administracji, mama, pasjonatka motoryzacji. Była prezes Klubu BMW Chełm i redaktor motoryzacyjna.

1
„Swoją pasją zaprzeczam wszystkim stereotypom mówiącym o kobiecych słabościach w dziedzinie motoryzacji!
            Moja przygoda z motoryzacją zaczęła się od szkoły średniej, mam też na koncie objechany kawał Polski, bez kolizji i mandatów 🙂 Lubię różnorodność aut i miejsc. Nadal każdy wolny czas, w miarę swoich możliwości, spędzam na wyjazdach rajdowych. Podczas takich imprez jestem typowym kibicem motoryzacyjnym. Adrenalina, odgłosy ryczących na wysokich obrotach silników przyprawiają mnie o gęsią skórkę.
            Zainteresowanie motoryzacją sprawiło, że wstąpiłam do klubu Mercedesa,  następnie dołączyłam do Klubu BMW Chełm. Tutaj mogłam wykorzystać zdobytą wiedzę, poznać ciekawych ludzi, nawiązać oparte na wspólnej pasji przyjaźnie. Owocem naszej współpracy były cotygodniowe spotkania tzw. spoty, wyjazdy oraz turnieje bezpiecznej jazdy. Dzięki nim pokazaliśmy ludziom, kim są kierowcy MB. Złamaliśmy stereotyp, z czego się bardzo cieszę! 🙂 Dzisiaj również mogę z dumą powiedzieć, że dzięki organizacji turnieju bezpiecznej jazdy we współpracy najpierw z Automobilklubem Chełmskim (I edycja) a później z WORD w Chełmie (II edycja), wielokrotnie pomogliśmy dzieciom z Chełmskiego Domu Dziecka w zbiórce darów.
            Podjęłam się też innego wyzwania, jakim było utworzenie blogu motoryzacyjnego we wschodniej.tv pod nazwą „Motoryzacja w szpilkach”. Dzieliłam się tam pasją motoryzacyjną z innymi, ale niekonwencjonalnie, bo z pozycji kobiety. A to przecież wciąż rzadkie. I muszę stwierdzić, że blog budził duże zainteresowanie, zwłaszcza w damskich kręgach.

 

7
Życie zawodowe oraz rodzina sprawiły, że tymczasowo musiałam zawiesić swoją aktywność w klubie oraz prowadzenie bloga. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu lubię motoryzację. Zaraziłam nią również swoje dzieci 🙂
8
            W każdej kobiecie jest piękno, siła i pewność siebie. To one zawsze popychały mnie do działań i realizacji swoich celów. Przyjaźń i przykład innych mocnych kobiet sprawiały, że nabierałam wiatru w żagle i motywacji do walki o swoje pasje. Śmiało mogę powiedzieć, że otwartość na ludzi i ciągła chęć podejmowania nowych wyzwań, to moje najmocniejsze cechy. Dzięki nim możliwe jest to, co kocham w życiu najbardziej – walka o własne przekonania i marzenia.”

9101113141516171920212224252631

 

Lawendowe lato

DSC_0035
Lawendowe lato….
Drogi Czytelniku! Najnowszy wpis blogowy nie będzie dotyczył projektu „Kobiety Chełma”. Nie udzielę też w nim porad typu, jak dobrze spędzić wakacje z dziećmi, jak na rasowego bloga przystało. Nie podpowiem, jak zrobić nalewkę z lawendy, choć przyznaję, że chciałabym poszukać miejsca na blogu przeznaczonego na tego typu przepisy. Nie zagłębię się w tajniki fotografii i nie napiszę, jak przygotować się do sesji zdjęciowej (choć materiał na temat, jak namówić nastolatkę na sesję zdjęciową i jak pracować z dziećmi podczas sesji zdjęciowej mam obszerny!). O wyborze sprzętu na sesję w plenerze też dziś nie będzie mowy. Dzisiaj, bez zbędnych słów i komentarzy, chciałabym Cię zabrać w magiczną podróż po lawendowych polach, nie Prowansji, a przepięknej Polski Wschodniej.

DSC_0036DSC_0040DSC_0041DSC_0089DSC_0092DSC_0103DSC_0027DSC_0030DSC_0032DSC_0074DSC_0078DSC_0085DSC_0090DSC_0105DSC_0116DSC_0120DSC_0015DSC_0033DSC_0124DSC_0135DSC_0143